Zakupy męskim okiem

Przy wyborze piwa na wieczór chyba każdy facet się zgodzi, że lekko nie jest. No ej, w końcu minęły lata, kiedy się brało dużo za mało (no dobra, nie do końca tak jest) byle się najebać w 3 4 litery. Nie zawsze, ale zazwyczaj sięgam po 3 różne piwka, wyobrażam sobie, że jestem jakimś madafakin beer somelierem czy chuj go tam zwał. Ogólnie błogość, zwłaszcza jak jakiegoś się nie piło i rozważasz, rozmyślasz (do dziewczyn: na wasze to znaczy „wybieram sobie buty”) i wtedy wpada ta banda lic albo studbazy. Sam nie wiem. Ja sam cierpię na syndrom baby face, ale te niunie co poniektóre strach podrywać. Nie wiesz, czy w majtkach znajdziesz dowód osobisty czy prokuratora. O chłopakach nie wspomnę.

Moda zawsze mnie fascynowała: jak to się dzieje, że ludzie tak bardzo pragną wyglądać tak samo, jednocześnie myśląc, że się wyróżniają? No owszem, w grupie jak stanie 6 z wygolonymi bokami i zaczesaną do tyłu górą, rureczkami w rozmiarze „piszczą jajka” i czymś w barwach kamuflażu to jest nieziemski efekt. Nie wiesz czy jakiś boysband wpadł do miasta czy bachory czają się kto im bro kupi.

Ostatnio zresztą miałem śmieszną/nieśmieszną akcję. Zależy jak na to patrzyć. Niektórzy zazdroszczą, ja natomiast mam jedynie 999 facepalmów w głowie jak mnie pytają o dowód, gdy stawiam totka (rili). A więc wracam z roboty, chyba końcówka roku szkolnego. Zaczepia mnie jakaś lala 1,5 m.

– ej, cześć.
+ (normalnie bym się odwrócił i poszedł w swoją stronę, ale jak śmieszkoradar mi zaczyna dzwonić, to reaguję natychmiast) no siema.
– Masz już osiemnastkę?
+ Em, nie. Za rok dopiero.
– Kurczę. A sprzedają ci już?
+ Co?
– No czy bez przypału kupujesz bro i fajki i wogle.(wyjszłem na nerda chyba)
+ Aaa. Nie nie, ostatnio chcieli psiarnię wezwać jak chciałem fajki kupić i po starą dzwonili. Znają mnie tu.
– Aa. Kurde, przypał. To dzięks, nara.
+ Nara.

Pozdrawiam wszystkich, z syndromem baby face.

co jest z wami?

Po pewnym czasie widok latających puszek, porozbijanych wszędzie jajek, wylanych butelek mleka, awanturujących się ludzi do obsługi, biegających ci pod nogami bachorami bez smyczy i mordercze spojrzenia mamusiek, że śmiesz nie patrzyć pod nogi. Heloł?! Mam 100 lajków na insta, robota się sama nie zrobi, lol. W każdym razie wszystko fruwa: żarcie, ludzie, dzieci i wózki. Sajgon. Patrzysz jak Janusz Pierwszy Grillowy ma wypchany wózek po brzegi czym popadnie. Nie wiem czy ja nie potrafię robić zakupów, ale branie 20 paczek srajtaśmy, 4 krat piwa, dwóch worków ziemniaków, mięsa… Kurwa niech spłoną ci wszyscy piekielni przy dziale mięsnym. Idziesz po 2 rzeczy. DWIE. Stara torba przed tobą nie dość, że się chwali, że jest wdową to jeszcze kupuje mięsa jak dla pułku, co tam! Dla całej dywizji! I ZAWSZE, podkreślę: ZAWSZE jak już myślisz, że to koniec słyszysz „a da pani jeszcze 2 kg tej szyneczki bo ładnie wygląda”. Nie jestem cierpliwy. Obkupują się na weekend jakby to był ostatni weekend ich życia. Carpe diem kurwa ich mać. A żeby było zabawniej widzisz ich wszystkich w poniedziałek po kolejną partię. Co wyście kurwa robili przez te dwa dni? Aż tak nudne i biedne życie mam?

święta.

Nie jestem ani religijny, ani nic. Nie, że nie wiem, że idą jakieś święta. Bo już w październiku są choinki i mikołaje, a w lutym zajączki. Ale jak idę do sklepu, to kompletnie zapominam o tym, że w środku czeka mnie maniana. To, co się dzieje na weekend to pikuś. Nie dość, że ludzie kupują produkty niezbędne do obchodzenia świąt, więc półki z wódką święcą pustką, to jeszcze wymietli wszystko jak zawsze. Bez sensu, pomyślunku, rozwagi, bo święta. Zastaw się, a postaw się. Przysięgam, kiedyś jakiś market zorganizuje konkurs dla Januszy, kto wywiezie większy wózek, albo więcej wyda przed świętami – wygra TV marki Telefunken albo inny. Zawsze zapomnę czegoś kupić. Przed sylwestrem zapomniałem jakiejś pierdoły. Ale się wjebałem! Kolejki zaczynały się na wejściu. Chciałem zaproponować, żebyśmy ustawiali buty a sami usiedli, ale chyba nikt by się nie zgodził. Zaraz by się znalazł jakiś, co ma takie same buty jak inny Janusz i by była afera, które są czyje. Polacy w marketach to ciekawy gatunek.

attaque sur la trésorerie.

Lubię kasy samoobsługowe z kilku względów. Po pierwsze nikt mi z tyłu nie dyszy na kark, po drugie nie zostaję bez odpowiedzi na „dzień dobry”, po trzecie sam sobie robię „pip!”, a po czwarte nikt mi nie przewala przez „pip!” produktów z prędkością pierdolonego Sokoła Milenium. Zanim spakujesz to lecą bananki babuni, co stała za tobą i szczerzy się teraz do ciebie sztuczną szczęką, a w oczach ma „wypierdalaj gnojku z tym jogurcikiem, bo pokażę ci co robiliśmy Niemcom w ’42”. No to bierzesz swoje mierne zakupy i chcesz wyjść. Próbujesz. Na wyjściu zorganizowali bliżej nieokreślony ruch wózków i w kompletnie nieznanym mi algorytmie następuje wymiana i podział pojazdów na te, którym ktoś wbił zeta i na te królewskie, posiadające w sobie 5zł. Szok i niedowierzanie. Idziesz. Dobrze, że w sklepie dziś tak spokojnie było. Piwo lepiej wejdzie.

 

Nie czytałeś części pierwszej? -> Zakupy męskim okiem cz. I

One thought on “Zakupy męskim okiem cz. II”

Dodaj komentarz