Facebook od Google, czyli krótka historia Google Plus

Spis treści

google plus historia

Czy do kontaktu ze znajomymi potrzebny jest Facebook? Nie, ponieważ da się komunikować się z nimi na innych portalach. Tak też swego czasu pomyśleli w Mountain View i stworzyli nowy serwis społecznościowy. Google Plus to już jednak tylko historia. Mało tego, wiele osób być może nawet dziś nie zdaje sobie sprawy, że w ogóle takiego coś istniało. Co przesądziło o porażce Google Plus? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie.

Google Plus – a co to takiego?

Jest rok 2011, czyli czas, gdy w najlepsze trwa dominacja Facebooka. Uruchomiony zaledwie siedem lat wcześniej serwis pozostaje na fali, chwaląc się już ponad 800 milionami użytkowników. Tendencja pozostaje wzrostowa, dzięki czemu społecznościowy gigant systematycznie eliminuje konkurencję. Jego najbardziej rozpoznawalną ofiarą został MySpace, a w Polsce Nasza Klasa.

I to właśnie wtedy Facebookowi rzucił rękawicę inny potentat branży technologicznej, czyli Google. 28 czerwca 2011 roku właściciel najpopularniejszej wyszukiwarki internetowej, portalu z treściami wideo YouTube i mobilnego systemu operacyjnego Android ogłosił, że wpływa na nie tak całkiem nieznane sobie wody. Tak powstał Google Plus (alternatywnie też Google+), czyli portal wzorowany na największym rywalu i jego możliwy przyszły pogromca.

Początkowo wydawało się, że ten pomysł może się udać. Google było i nadal jest światową potęgą, a więc miało wystarczająco rozbudowane zaplecze technologiczne i zasoby ludzkie, by stworzyć i utrzymywać taki serwis. Co więcej, start nowego portalu społecznościowego połączono z nietypową kampanią promocyjną mającą nadać mu nimbu ekskluzywności.

Pomimo zerowej popularności w biurach koncernu zastosowano odważną strategię wysyłania zaproszeń losowym użytkownikom. Innego sposobu dołączenia do społeczności Google+ nie było, przez co należało liczyć albo na gest ze strony samego Google lub też otrzymanie linku aktywacyjnego od znajomego farciarza, który został wybrany do grona pierwszych użytkowników serwisu.

Kolejne lata istnienia Google+

Teoretycznie wszystko szło zgodnie z planem. Minął zaledwie rok, a Google Plus już mogło się pochwalić 400 milionami kont na platformie. W rzeczywistości było to jednak gigantyczne przekłamanie. Choć Google robił, co mógł, by wypromować swój portal, nie cieszył się on zainteresowaniem.

Reklamy na stronach internetowych i YouTube oraz doskonałe indeksowanie zarówno strony, jak i profili użytkowników zdały się na nic. Medium społecznościowe nie interesowało prawie nikogo. Skąd więc te 400 milionów osób i firm, które miały na nim swoje profile? Z połączenia kont Google z serwisem. Innymi słowy, każda osoba mająca Gmaila, kanał na YouTube czy używająca smartfona z systemem Android została mimochodem dodana do społeczności Google+.

Przymusowi ochotnicy, którymi stali się wszyscy użytkownicy usług Google, dobrze wyglądali w statystykach i na firmowych prezentacjach. W końcu kto odpowiedzialny za jakiś projekt nie chciałby pokazać tych wystrzeliwujących w górę wykresów będących miarą spektakularnego sukcesu?

W rzeczywistości dane te były wydmuszką, bo z Google Plus nadal mało kto korzystał. Nie zmieniło się to do końca istnienia portalu, który nastąpił 2 kwietnia 2019 roku. O tym, jak nieistotne było to wydarzenie, można było się przekonać po ilości artykułów na ten temat. Fakt zamknięcia social mediów Google odnotowały jedynie strony poświęcone nowym technologiom, a i to tylko w formie krótkich notatek.

Jak działał serwis Google Plus?

Przez 8 lat o Google Plus niewiele pisano, przez co i dziś trudno znaleźć bardziej szczegółowe informacje na jego temat. Znamienne jest, że dostępne w sieci informacje o funkcjach Google Plus pochodzą głównie z 2011 roku. Choć miałem tam konto, a Ty zapewne też, nigdy nie sprawdziliśmy, jak w praktyce one działały.

Sam portal był dopracowany, w czym kluczową rolę odegrały inspiracje największym konkurentem. Na Facebooku wzorowano m.in. ustawienia prywatności profilu. Tak jak u rywala, domyślnie każde nowo utworzone konto było widoczne dla wszystkich. Użytkownik mógł to zmienić, wybierając Krąg, który był w stanie obserwować jego profil. Pozwalało to udostępniać informacje o sobie np. tylko znajomym, rodzinie, współpracownikom lub pojedynczym wybranym osobom.

Kręgi w Google Plus można było wykorzystać także do udostępniania treści konkretnym grupom ludzi oraz do rozmów w ich ramach. Wiadomość tekstową dało się też wysłać tylko do jednego użytkownika portalu.

Jego twórcy dołożyli drobną, ale jakże potrzebną funkcję korekty wpisów. Do dyspozycji oddali również agregator informacji podsyłający artykuły dopasowane do zainteresowań członka społeczności Google+. Do ich skonfigurowania wystarczyło zaznaczenie proponowanych tematów.

Wszystkie te opcje sprawiały, że serwis jawił się jako gruntownie przemyślany i przyjazny użytkownikom indywidualnym. Koncern z Mountain View nie zapomniał jednak o możliwości założenia konta firmowego.

Czy Google+ miał szansę wygrać z Facebookiem?

Funkcje udostępnione użytkownikom Google Plus były przydatne, a do tego dało się z nich korzystać nie tylko w przeglądarce. Osoby odpowiedzialne za projekt serwisu zdawały sobie sprawę, że rozpoczęta zaledwie kilka lat wcześniej era mobilna zmienia sposób używania z internetu, w tym social mediów. Zaowocowało to powstaniem aplikacji w dwóch wersjach – na Androida oraz iOS.

Czego więc zabrakło? Kogoś, kto osobom decyzyjnym powiedziałby, że to nie jest moment na walkę z Facebookiem. W tamtym czasie po prostu nie dało się z nim wygrać.

W 2011 roku, a także w kilku późniejszych latach serwis Marka Zuckerberga nie był jeszcze jednym wielkim słupem reklamowym, ale naprawdę społecznościówką łączącą ludzi. Do tego nie ciągnęła się za nim jeszcze fatalna opinia medium nieszanującego prywatności.

Inne zapomniane projekty Google

Pociąg Google do podebrania społeczności serwisom o już ugruntowanej pozycji jest zadziwiający. Co najśmieszniejsze, w swoim uporze do zdominowania każdego rodzaju aktywności w internecie, koncern potrafi posunąć się nawet do kanibalizowania własnych usług.

Jednym z przykładów jest Orkut, portal społecznościowy istniejący do 2014 roku, będący przez trzy lata konkurentem dla Google+. Ledwie rok wcześniej zamknięto usługę Reader, która powielała funkcję agregatora wiadomości.

Zupełnym kuriozum był jednak Hangouts On Air, czyli serwis umożliwiający przeprowadzanie transmisji wideo na żywo. Po co w ogóle powstał? Nie wiem, przecież należący do Google YouTube nadawał się do tego samego, a przy tym już miał wierną społeczność liczoną w setkach milionów użytkowników. Efekt był więc z góry przesądzony i Hangouts On Air wyłączono w 2012 roku.

Trzy przykłady to jedynie ułamek tego, co przez lata wymyślono w Mountain View. Nieudanych projektów było tak dużo, że powstała nawet strona internetowa gromadząca je wszystkie. Jak dotychczas twórcy witryny Killed by Google naliczyli ich 285.

Najnowszą usługą, która trafiła na śmietnik historii, jest Stadia – serwis do grania w chmurze. Korporacja jednak nie ustaje w wysiłkach, a to poskutkuje zapewne kolejnymi pomysłami, które nie przetrwają próby czasu. Co będzie następne?

Krążą plotki, że Asystent Google. W jakiś sposób ma zostać połączony z Bardem, sztuczną inteligencją szykowaną jako odpowiedź na Chat GPT. W przeciwieństwie jednak do wielu innych projektów głosowy asystent nie tyle ma zostać zlikwidowany, ile wchłonięty przez Barda jako niesamodzielna usługa wspomagająca AI.

Nie chcę wyjść na stronniczego krytyka Google. Mniejsze lub większe wpadki zaliczył każdy Big Tech z Doliny Krzemowej. Wyjątkowo niewdzięczny jest dla nich rynek mobilny. Najlepiej o tym wiedzą w Microsofcie, w którym pamięć o klęsce systemu operacyjnego Windows Phone pozostanie na długie lata.

Z kolei Amazon połamał sobie zęby na smartfonach, wydając Fire Phone’a. Facebook próbował zainteresować klientów inteligentnymi ekranami do zarządzania smart home o nazwie Portal. Osamotniony w swoich marzeniach Mark Zuckerberg jeszcze do niedawna przekonywał świat, że rewolucja, którą przyniesie metaverse jest tuż, tuż. Przykłady takich kosztownych klęsk można mnożyć.

Serwis Google Plus nigdy nie stał się ważną częścią historii technologii, a jedynie nic nieznaczącym epizodem. Dla mnie czy Ciebie jego losy to tylko ciekawostka, ale dla najważniejszych osób z Google i innych korporacji powinno to być przestrogą przed pochopną realizacją własnych pomysłów. W szczególności dotyczy to tych z góry skazanych na porażkę tak jak serwis walczący z absolutnie dominującą wtedy platformą. Zapewne jednak nie wszyscy wyciągają wnioski z takich sytuacji, przez co wpadek pokroju Google+ możemy spodziewać się także w przyszłości.

18 / 100

SZUKAJ W SERWISIE

najnowsze wpisy

Jak zostać trenerem personalnym?

Chcesz zostać trenerem personalnym? Kluczem do odniesienia sukcesu w tej dziedzinie okaże się zdobycie wiedzy z zakresu fitness oraz uzyskanie