pirat

Czarny Bart Roberts był bardziej niebezpieczny i przebiegły niż sam kapitan Flint i w odróżnieniu od Flinta istniał naprawdę. Bart Roberts w swoich najlepszych czasach miał pod sobą cztery statki i ponad pięciuset piratów. Czarny Bart złupił ponad czterysta statków, co daje mu zdecydowane pierwszeństwo wśród największych zakapiorów złotej ery piractwa.

Piracka kariera Walijczyka Bartholomew Robertsa rozpoczęła się w trzydziestym siódmym roku życia – urodził się najprawdopodobniej w 1682 – u zachodnich brzegów Afryki w roku 1719. Roberts będący trzecim oficerem na statku „Princess” płynął po transport niewolników przeznaczonych na plantacje Nowego Świata. Kiedy „Princess” została zdobyta przez piratów dowodzonych także przez Walijczyka kapitana Davisa, Roberts otrzymał propozycje przestąpienia do pirackiej załogi. Podobno długo się wahał nim zostawił dotychczasowe życie za sobą.

Piraci byli pod wrażeniem umiejętności żeglarskich doświadczonego marynarza – mającego za sobą około trzydziestu lat służby w marynarce, także Jego Królewskiej Mości. Kiedy więc niedługo potem kapitan Davies zginął, załoga wybrała nowego przywódcę i został nim właśnie Bartholomiew Roberts. Nowy kapitan nie tracił czasu, rozkazał zaatakować i zmasakrować Portugalczyków w starciu z którymi zginął jego poprzednik. Okazał się urodzonym przywódcą, dobrze wiedział jak zjednać sobie załogę. Kapitan wprowadził własne dość rygorystyczne zasady co zapewniało mu dyscyplinę na pokładzie, walczył z pijaństwem – co nie do końca mu się udało i przyczyniło się do jego zguby, sam Roberts pił bardzo niewiele.

W jakiś czas później nosił już przydomek Czarny Bart i słynął ze swoich brawurowych i brutalnych rajdów po obu stronach Atlantyku. W 1720 w Nowej Funlandii zaatakował port mając pod sobą jedynie 60 ludzi i zdobył 22 statki jeden po drugim. Roberts który kochał muzykę rozkazywał grać muzykom których miał na pokładzie w czasie swych zuchwałych ataków.

Walijczyk ze swoim okrętem „Royal Fortune” szalał na Karaibach paraliżując tamtejszą żeglugę. Zwłaszcza zaciekle walczył ze statkami z Martyniki i Barbadosu, przeciwstawiając się ich gubernatorom próbującym wściekle go dorwać. Schwytanych marynarzy pochodzących z tych wysp brutalnie torturowano, czasem obcinano im uszy, chłostano bądź trenowano na nieszczęśnikach strzelanie. Na jednej z jego pirackich bander widnieje podobizna pirata – prawdopodobnie samego Robertsa – stojącego na czaszkach wrogów z Martyniki i Barbadosu. Kiedy pochwycił gubernatora Martyniki, razem z jego okrętem, powiesił go na rei jego własnego żaglowca.

Roberts wykazywał się bezwzględnością w stosunku do tych, którzy stawiali opór a już zwłaszcza duży opór w 1721 roku w Santa Lucia zaatakował holenderski statek, walka była ciężka a straty piratów znaczne, kiedy w końcu piraci przemogli obrońców, nie było dla nich litości, zostali rozsieczeni niemal na sztuki.

Walijczyk podobno był przystojnym mężczyzną o ciemnej karnacji, lubił nosić się strojnie – mając dostęp do rzeczy przeznaczonych dla wielmożów czy nawet króla nie zamierzał z tego rezygnować – nosił karmazynowe kamizelki a podczas swego ostatniego starcia założył na szyje złoty łańcuch z diamentowym krzyżem. Miał podobno maniery dżentelmena, co nie przeszkadzało mu jakoś stosować niekiedy bestialsko okrutnych metod – czasy gdzie za byle wykroczenie można było trafić na stryczek musiały mieć wpływ na ludzkie zachowanie.

Jak wiadomo fortuna nie sprzyja wiecznie, przekonał się o tym również boleśnie Bart Roberts, jednak zanim spotkał przeznaczenie miał przed sobą jeszcze parę ładnych zwycięstw na swoim szlaku. Na wiosnę roku 1721 Roberts pojawił się na afrykańskim zachodnim wybrzeżu i robił to co potrafił najlepiej zdobywał kolejne łupy. Jego ofiarą padł między innymi statek „Onslow”, zostając kolejnym „Royal Fortune”. Tym razem miał już jednak na karku flotę Jego Królewskiej Mości. Najgorszą zbrodnie popełnił – patrząc z dzisiejszej perspektywy – w Whydah, spalił tam statek niewolniczy razem z około osiemdziesięcioma niewolnikami na pokładzie za to, że kapitan odmówił poddania statku.

W pościg z Robertem ruszył angielski okręt „Swallow” dowodzony przez kapitana Onslowa zaciekłego wroga piratów. 10 lutego 1722 kapitan Bart Roberts stoczył swoją ostatnią bitwę wytropiony przez nieustępliwego Anglika, któremu wymykał się od kilku dni. Niestety dla pirackiego kapitana piraci, jak to często mieli w zwyczaju, nadużyli mocno alkoholu, czym zmniejszyli wielce swoją zdolność bojową, co w obliczu lepiej uzbrojonego angielskiego okrętu zapowiadało ponury koniec. Czarny Bart jak przystało na wielkiego pirata zginął w walce, zabity przez salwę burtową angielskiego okrętu. Ciało kapitana pochowano czym prędzej w morzu, by nie dostało się w ręce wroga. Większość podkomendnych Robertsa dostała się do niewoli, wielu powieszono, cześć uwięziono, czarnoskórzy członkowie załogi zostali sprzedani w niewolę.

Wraz ze śmiercią Czarnego Barta kończył się złoty wiek piractwa i widok otwieranych ambrazur a chwile później następująca salwa burtowa pirackiego statku powoli przechodziły z ponurej rzeczywistości do legendy. Legendy która wciąż żyje i ma się bardzo dobrze, czego najlepszym przykładem są powstające liczne filmy i seriale o przygodach fikcyjnych piratów jak Sparrow, Filnt czy Silver. A także o tych prawdziwych jak choćby Czarnobrody, Vane czy też Rackham, niedługo do tego grona dołączy zapewne i Roberts.

Dodaj komentarz