Definicji samego myślenia jest tak wiele, że trudno jest obrać jedno konkretne stanowisko dotyczące tegoż procesu. Według niektórych myślenie można nazwać procesem poznawczym, a więc chęcią odkrywania i modyfikowania struktur znajdujących się w otoczeniu, według innych polega bardziej na rozwiązywaniu problemów czy skupieniu się na sferze zapamiętywania i wyciągania wniosków z konkretnych sytuacji. Sama myśl jest tworem tak ulotnym i abstrakcyjnym, że prawie niemożliwym jest ją zbadać. Skąd drugi człowiek może mieć pewność, że otaczający go ludzie tak jak on również wykazują się myśleniem? Nie ma możliwości udowodnienia drugiej osobie, że umysł wykonuje jakiekolwiek procesy myślowe, więc z góry grzecznie zakłada się, że myślą wszyscy. Każdy zdaje sobie sprawę z tego, że myśli i uważa to za sprawę absolutnie niepodważalną. Problem polega na tym, że człowiek nie może udowodnić tego przed nikim, poza samym sobą.

Trafnym byłoby przytoczenie słynnego zdania Rene Descartesa, francuskiego filozofia, który z pewnością stwierdził: myślę, więc jestem (łac. cogito ergo sum). Z tych słów wynika, że skoro człowiek myśli, to istnieje i na tym właśnie opiera się racja jego bytu. Jeśli jednak odwrócić to stwierdzenie na jestem, więc myślę, sytuacja odrobinę się komplikuje. Czy sam fakt jestestwa pod konkretną materialną postacią w konkretnym miejscu i czasie już obliguje do myślenia? Koniecznym wtedy byłoby wziąć pod uwagę w swoich rozważaniach zarówno zwierzęta, rośliny, przedmioty i maszyny.

Myślenie, w pełnym znaczeniu tego słowa przedstawiają tylko ludzie, jednak u zwierząt, a nawet u maszyn, można wykształcić cechy typowo człowiecze, analogiczne do ludzkiego pojęcia inteligencji.

Alan Turing jako pierwszy zadał pytanie: czy maszyny mogą myśleć? Naukowiec sformułował pojęcia takie jak maszyna inteligentna czy inteligencja maszyny, ponadto był prekursorem rozważań na temat wykonania takiego urządzenia, któremu można by było powierzyć sprawy i obliczenia, dotąd zastrzeżone wyłącznie dla ludzi. Sam był przekonany, że proces myślenia to nic innego, jak obliczanie, a umysł to to program dla maszyny, u którego stopień rozwoju zależy od zaawansowania tegoż programu. Jego badania stały się podstawą do rozpoczęcia pracy nad sztuczną inteligencją. Jest wielu zwolenników jak i przeciwników teorii głoszącej, że maszyny w najbliższym( lub nawet dalszym) czasie będą mogły posługiwać się inteligencją w jakimkolwiek stopniu zbliżoną do ludzkiej. I tu znów pojawia się niejasność, zauważona na początku, dotycząca samego pojęcia myślenia. Dla zwolenników inteligentnych maszyn myśleniem określa się umiejętność rozwiązywania problemów. Współcześnie komputery opanowały tę sztukę do perfekcji i z liczeniem oraz innymi matematycznymi zadaniami radzą sobie nawet lepiej, niż ludzie. Robią to jednak ze względu na to, że zostały właśnie po to zaprogramowane – tak mówią przeciwnicy pojęcia maszyny inteligentnej. Dodają również, że proces myślowy to świadome rozwiązywanie problemów, a nie działanie według zainstalowanego schematu. Maszyny nie potrafią tworzyć ani nie odczuwają emocji, są po prostu odzwierciedleniem ludzkich możliwości, zaprogramowane, aby szybciej rozwiązywać problemy.

W języku polskim występuje adekwatne do wyżej zarysowanego sporu słowo machinalnie. Ma ono nieco pejoratywny wydźwięk, bowiem utrwaliło się, że robić coś machinalnie, oznacza bezmyślnie, bez zastanowienia, automatycznie lub seryjnie, hurtowo. Zwraca to szczególną uwagę na fakt, że maszyna myśleć nie potrafi, tylko wykonuje wszystko z określoną szybkością, w określonej kolejności, a jej praca daje określone efekty. Nie ma tutaj mowy o kreatywności, maszyna nie daje niczego od siebie, wykonuje tylko polecenia, nie potrafi się buntować, bo nie ma świadomości – ani tego, co ją otacza, ani samej siebie.

Alan Turing zastąpił wcześniejsze pytanie czy maszyny mogą myśleć? innym, nieco zmodyfikowanym, a mianowicie: czy prawdopodobne jest stworzenie takiej maszyny, której odróżnienie na poziomie komunikacyjnym od człowieka byłoby niemożliwe? Badanie to nazywane jest Testem Turinga, a sam autor nazywał je grą w naśladownictwo lub grą w imitację. Matematyk zaczerpnął pomysł z testu, w którym uczestniczyli kobieta, mężczyzna oraz sędzia. Żadne z nich nie widziało się nawzajem, a zadaniem sędziego było zadawanie takich pytań, aby dowiedzieć się, kto spośród przepytywanej dwójki jest mężczyzną. Zarówno kobieta, jak i mężczyzna odpowiadali na pytania tak, aby zadziałać na swoją korzyść. Taką samą sytuację zaproponował angielski matematyk, tylko że zamiast sporu kobieta czy mężczyzna? pojawiło się pytanie: człowiek czy maszyna? Według Turinga należało stworzyć taką maszynę, która najlepiej będzie imitowała ludzkie zachowania. Naukowiec stwierdził, że maszyna będzie inteligentna tylko wtedy, kiedy będzie potrafiła nawiązać dialog, niekoniecznie taki sam jaki prowadziłaby dwójka ludzi, lecz również na zasadzie pewnej wzajemnej interakcji.

Przeciwnicy powstania maszyny myślącej, nawet w odległej przyszłości, mówią między innymi o teologicznej kwestii polegającej na tym, że tylko człowiekowi dano dar rozumu, a samo myślenie jest funkcją nieśmiertelnej ludzkiej duszy. Bóg dał nieśmiertelną duszę każdej kobiecie i każdemu mężczyźnie, a żadne zwierzę ani przedmiot duszy nie posiada, zatem nie ma prawa do myślenia. Ta teoria ma niewielu zwolenników, między innymi ze względu na to, że chrześcijanie odrzucili muzułmańskie wierzenia o tym, że kobiety także nie mają dusz. Z racji na wiele sprzeczności i brak naukowego potwierdzenia na istnienie jakiegokolwiek boga, argument ten nie wywarł głębszego wrażenia w środowisku naukowym. Niechęć do przyznania maszynom potencjalnej inteligencji może też wynikać z ludzkiego strachu, który uwidacznia się w popularności filmów czy książek, gdzie tematyka odnosi się do niedalekiej przyszłości, w której maszyny mogą wykreować pierwiastek inteligencji, wszcząć bunt i zawładnąć rasą ludzką. Strach ten obecnie jest nieuzasadniony i jak na razie jedynie oddziałuje na wyobraźnię osób zainteresowanych SI. Kolejnym argumentem, mającym już typowo naukowy charakter są dowody matematyczne Kurta Gödla, które pokazują, że w każdym wystarczająco potężnym systemie logicznym można sformułować twierdzenia, których (w ramach tego systemu) nie można ani udowodnić ani wykazać ich błędności, chyba że sam system jest niekonsekwentny. Poza tym, z praktycznego punktu widzenia, niemożliwe jest utworzenie takiej maszyny, która potrafiłaby prowadzić grę w naśladownictwo tak dobrze, jak człowiek, ponieważ nie można zaprogramować w niej odpowiedzi na wszelkie prawdopodobne pytania, jakie zada jej rozmówca.

Pojawia się również argument świadomości, której maszyna nie posiada. Profesor Geoffrey Jefferson, brytyjski neurolog i neurochirurg w mowie wygłoszonej w 1949 r. powiedział, że maszyny nie można nazwać myślącą, dopóki sama nie napisze sonetu lub nie skomponuje koncertu dzięki swoim własnym emocjom i odczuciom, oraz wtedy, gdy będzie sama wiedziała, co napisała, a więc będzie świadoma całego procesu tworzenia.

Warto również zwrócić uwagę na zarzut Lady Lovelace, która twierdziła, że maszyna nie rości sobie pretensji do oryginalności rozwiązań i wszystko co robi, jest jej z góry zlecone przez człowieka i że niemożliwym jest zbudowanie urządzenia, które potrafiłoby myśleć samo za siebie. Idąc dalej tym torem, argumentem przeciwko idei myślącej maszyny może być również fakt, że maszyna, będąc wcześniej zaprogramowana, nie może robić nic, co wykraczałoby poza jej program. To oznacza, że jest w pełni przewidywalna i wszystkie możliwe dla niej rozwiązania sytuacji ma już zakodowane. Tutaj uwidacznia się różnica między komputerem a człowiekiem, który jest bardziej nieprzewidywalny, między innymi ze względu na oryginalność pomysłów i świadomość podejmowanych decyzji.

Wszystkie te przesłanki oponujące teorii myślącej maszyny zebrał sam Turing w jednej ze swoich prac na temat inteligencji maszyn, starając się tym samym zbijać kolejne argumenty przeciwników jego badań. Nie ulega jednak wątpliwości, że pomysł maszyny, która chociaż w pewnym stopniu potrafiłaby naśladować inteligencję ludzką jest możliwy właśnie dzięki angielskiemu matematykowi, który stał się prekursorem badań nad sztuczną inteligencją.

A jak rzecz ma się ze zwierzętami? W przeciwieństwie do maszyn są to istoty żywe, w większości zdolne do poruszania się, muszące zaspokajać wszystkie potrzeby życiowe, takie jak uzyskanie pożywienia, bezpieczeństwo, sen, czy konieczność przedłużenia gatunku. Niektóre żyją same, inne w stadach, w których panuje określona hierarchia, podobnie jak u ludzi. Z teorii Karola Darwina wynika, że to właśnie człowiek wyewoluował z małpy, a więc zwierzęta są ludzkimi przodkami. Dlaczego zatem tylko ludziom przypisuje się inteligencję? Czy zwierzęta nie potrafią myśleć, czy kierują się wyłącznie instynktem? Lecz czy właśnie instynkt nie jest zaczątkiem rozumności?

Naukowcy od wielu lat zajmują się zachowaniem zwierząt – szukają podobieństwa do człowieka w ich postępowaniu, próbują nowych rzeczy i często przypisują przymioty typowo ludzkie. Można tu przytoczyć historię mądrego konia Hansa, który wywrócił do góry nogami psychologiczny świat XX wieku. Wilhelm von Osten chciał udowodnić, że zwierzęta posiadają dużo większą inteligencję, niż się im przypisuje. Z tego powodu kupił konia, którego zamierzał nauczyć kilku222 sztuczek. Po kilku latach pracy z koniem Hansem, zwierzę rzekomo potrafiło między innymi liczyć, wyznaczać bieżącą datę, odpowiadać na pytania i, co najbardziej absurdalne, odróżniać kapelusze filcowe od słomkowych. Hans stał się niemałą atrakcją, jednak wielu wątpiło w jego ponadprzeciętną inteligencję. Zorganizowano więc testy, które miały na celu udowodnienie mądrości konia. Pierwszy sprawdzian Hans przeszedł pozytywnie, gdyż komisja nie wykryła żadnego fałszerstwa w działaniach właściciela. Ze względu na niepotwierdzone badania zorganizowano drugą komisję, której członkiem był Oskar Pfungst. Przeprowadził on wiele prób na Hansie, a wszystkie wykazały, że koń ani nie posiada szczególnych zdolności matematycznych, ani nie rozumie absolutnie nic z tego, co mówią do niego ludzie i nie potrafi odpowiadać na pytania. Psycholog zauważył, że koń udziela właściwych odpowiedzi jedynie wtedy, gdy widzi swoich obserwatorów, przy czym znają oni rozwiązanie. Możliwe, że ludzie wysyłali mu nieświadomie sygnały, aby odpowiadał poprawnie, bo tak został nauczony, nie miało to jednak związku ze świadomym procesem rozważania nad postawionymi problemami. Mylne określenie Hansa mądrym koniem to wynik antropomorfizmu i dużego braku obiektywizmu – ludzie pragną, aby wszyscy widzieli świat tak, jak oni, dlatego przypisują zwierzętom cechy i zamiary dla nich obce, bo ludzkie. Świetnym przykładem są na to wszystkie badania, które miały nauczyć małpy człekokształtne ludzkiej mowy. Okazało się to absolutnie daremne ze względu na inną anatomię gardła, która uniemożliwiała małpom artykułowanie dźwięków typowych dla człowieka. Po pewnym czasie zrezygnowano jednak z uczenia małp werbalnie, a zaczęto je szkolić w języku migowym. Okazało się, że zwierzęta te potrafiły w podstawowym stopniu opanować gesty, wyrażać nimi swoje potrzeby, a nawet obecne emocje. Rekordzistką w znajomości języka migowego była gorylica Koko, która znała ponad 1000 słów i potrafiła się nimi sprawnie posługiwać, tworząc zdania. Badacze zauważyli analogię rozwoju umysłowego małp do rozwoju małych dzieci, z tą różnicą, że umiejętność przyswajania małp zatrzymywała się maksymalnie na etapie rozwoju kilkuletniego dziecka.

Badania nad człekokształtnymi nie ograniczają się jednak tylko do sfery komunikacji. Bada się również ich zachowania, między innymi w radzeniu sobie z problemami oraz wykazywaniu się kreatywnością, czy zdolnością tworzenia. Procesy poznawcze u małp nie są duże, jednak występują, a kreatywność ujawnia się zazwyczaj wtedy, gdy muszą w nieszablonowy sposób zdobyć pokarm lub coś innego, na czym im zależy. Zazwyczaj zwierzęta te mają również świadomość samych siebie (potwierdzają to liczne badania, w których przed zwierzęciem stawia się lustro – niektóre reagują na swoje odbicie jak na przeciwnika, inne po jakimś czasie zaczynają rozumieć, że widzą siebie w zwierciadle. Po zauważeniu plamki na głowie starają się ją zmyć ze swojego ciała, nie z lustra, a to również świadczy o pewnej samoświadomości). Nie wykazano jednak, aby potrafiły myśleć abstrakcyjnie, planować (nie licząc składowania jedzenia, bo tutaj rolę grać może instynkt) lub same tworzyć zaawansowane narzędzia. Liczne badania były przeprowadzane również na innych zwierzętach, m. in. delfinach, papugach, czy szczurach. Każdy gatunek wykazywał chociażby niewielkie zachowania podobne do pojęcia ludzkiej inteligencji, żaden z nich jednak nie dorównał człowiekowi w jakiejkolwiek sferze. Nie wiadomo, czy zwierzęta potrafią wspominać lub myśleć o odległej przyszłości. Czy pamiętają wydarzenia przeszłe, czy przywiązują wagę do czasu i klimatu? Nie wiadomo, czy mają świadomość samych siebie i czy odczuwają w podobnych kategoriach, w jakich odczuwa człowiek. Nadmierna antropomorfizacja przyćmiewa obiektywizm wszelkich badań, w których ludzie doszukują się samych człowieczych oznak inteligencji, bo tylko taką znają i tylko taką uważają za słuszną. Może jednak zwierzęta nie myślą tak schematycznie, jak chciałby człowiek? Być może mają inne cechy, które są oznakami rozumności, tylko gatunek ludzki nie jest w stanie ich zrozumieć? Współcześnie absurdalnym jest na przykład przejęcie władzy na świecie przez zwierzęta, jak w kultowej opowieści Georga Orwella, bo zwierzęta jak na razie nie są w stanie zagrozić ludziom intelektualnie w żaden sposób. Można wyćwiczyć u nich umiejętności typowe dla ludzi, jednak samodzielnie nie są w stanie nauczyć się niczego, co typowe dla człowieka. Nie należy jednak bezsprzecznie zaprzeczyć ani potwierdzić tezy, że zwierzęta potrafią na swój sposób myśleć, bo tak jak zostało wspomniane na początku, każdy ma dostęp tylko do własnego umysłu i nie ma żadnego dowodu fakt swojej rozumności.

Zarówno pojęcie myślenia jak i zrozumienie go to sprawa na tyle zróżnicowana, że niemożnością jest jego całkowite zdefiniowanie. Należy jednak pamiętać, że w zależności od punktu widzenia myśleć może zarówno człowiek, zwierzę i maszyna. Wszystko polega na odpowiednim zbadaniu zjawiska samej inteligencji oraz przyjęcia z góry tego, o czym badacze często zapominają – myślenie to nie tylko posiadanie cech przypisanych wyłącznie człowiekowi i w badaniach nad inteligencją istot, które z człowiekiem mają zaledwie kilka cech wspólnych nie należy sugerować się tylko pojęciem inteligencji ludzkiej, lecz wziąć pod uwagę szersze rozumienie tegoż zjawiska.

Dodaj komentarz