Czasami zakupy wydają się jedynie niewinną rozrywką, bo pozwala Ci to poprawić nastrój i przy okazji odświeżysz garderobę. Jednak za tym prostym nawykiem kryją się mechanizmy, o których rzadko kiedy się mówi. Dzisiejsza moda zmienia się błyskawicznie, ale nie idzie za tym poprawa jakości ubrań, a jedynie coraz większa różnorodność. Czy zastanawiałeś się, co tak naprawdę oznacza to dla Ciebie, Twojego portfela i otoczenia, w którym żyjesz?
Co to jest ultra fast fashion?
Ultra fast fashion to nowa wersja szybkiej mody. Jeszcze niedawno sieciówki znanych marek wprowadzały świeże kolekcje raz na kilka tygodni. Teraz niektóre firmy wrzucają setki, a nawet tysiące projektów dziennie. To już nie moda sezonowa. Nie jest to także moda tygodniowa. To wyścig, w którym ubrania zmieniają się tak szybko, jak posty w social media.
Zobaczysz to najlepiej na TikToku. Młodzi ludzie pokazują zakupy, które zajmują całe łóżka. Rozpakowują setki paczek i nagrywają swoje reakcje, a takie filmiki dostają miliony wyświetleń. Hasztag #haul (oznaczający potocznie „łup” lub „zdobycz”) ma dziesiątki miliardów odsłon. Właśnie tam ultra fast fashion zdobyło swoją największą popularność.
Czym to jednak różni się od takiej zwykłej sieciówki? Tu ubrania sprzedaje się wyłącznie w internecie. Nie ma fizycznych sklepów i wszystko odbywa się jedynie cyfrowo. Algorytmy analizują trendy, obserwują gwiazdy i błyskawicznie podsuwają nawet podróbki. Czasem kopia sukienki znanej celebrytki pojawia się online w sprzedaży już po 24 godzinach.
Cechą wyróżniającą cały ten szkodliwy trend jest materiał. Ponad połowa rzeczy powstaje z plastiku! Każda bluza, koszulka albo kurtka uwalnia mikrowłókna do wody i powietrza. Nie znikają one po tygodniu, a zostają w środowisku na setki lat. To znaczy, że każda taka szybka decyzja zakupowa pozostawia długotrwały ślad.
Muszę też wspomnieć o jakości. Ubrania kosztują praktycznie grosze, bo są robione masowo. W praktyce nosi się je tylko kilka razy, a po krótkim czasie trafiają na śmietnik. Statystyki pokazują, że przeciętny konsument wyrzuca taki kiepskiej jakości ciuch już po siedmiu użyciach. W efekcie wysypiska toną w sztucznych tkaninach, które nigdy się nie rozłożą.
Największą siłą tego systemu jest cyfrowa reklama. Ty oglądasz dynamiczny filmik, a algorytm śledzi Twoje reakcje, więc następnie sklep wie, co masz ochotę kupić. Czujesz, że musisz zdążyć, bo np. świetna kolekcja męskich koszulek z wyjątkowym nadrukiem znika już po paru dniach. Kto kupił, ten może czuć się wyróżniony. To presja, której ciężko się oprzeć. Uwierz mi, że marki zarabiają na tym codziennie coraz więcej, bo działa to niemalże jak toczącą się kula śnieżna.
Ultra fast fashion zmienia sposób, w jaki patrzymy na odzież. Z luksusu albo praktycznej potrzeby staje się po prostu jednorazowym gadżetem. Działa niczym fast food. Szybko kusi, błyskawicznie trafia do Ciebie z pomocą przesyłki, ale równie prędko kończy na wysypisku. W tym właśnie tkwi problem, o którym rzadko się mówi.
Dlaczego należy walczyć ze zjawiskiem ultra fast fashion?
Jak już Ci wspomniałem, ultra fast fashion to głównie plastikowe ubrania i kolekcje, które szybko się starzeją. To także cały skomplikowany system, który generuje ogromne koszty dla planety i ludzi. Produkcja tekstyliów odpowiada za miliardy ton emisji dwutlenku węgla. W ciągu piętnastu lat od startu szybkiej mody globalna produkcja odzieży niemal się podwoiła. Teraz gdy proces coraz bardziej przyspiesza, to zużycie energii, wody i paliw kopalnych bije kolejne rekordy.
Ogromna część rzeczy sprzedawanych online nie powstaje z bawełny lub wełny. Ponad połowa to czyste tworzywa sztuczne, bo takie ubrania są po prostu tanie w produkcji i ładnie wyglądają. Każda pralka pełna takich rzeczy wypuszcza miliony mikrocząsteczek plastiku. Trafiają one do rzek, oceanów i powietrza, którym oddychasz. Naukowcy szacują, że wdychasz je codziennie, a ich rozkład potrwa stulecia.
Druga sprawa to ludzie stojący za produkcją. Raporty organizacji kontrolujących fabryki pokazały, że pracownicy w Azji spędzają przy maszynach nawet 75 godzin tygodniowo i mają zaledwie jeden dzień wolny w miesiącu. Zarabiają za każdy uszyty element, a nie za cały etat. W praktyce to oznacza, że za wyprodukowanie takiej jednej, modnej koszulki ktoś realnie zarabia jakieś grosze. Nie ma też mowy o ubezpieczeniu zdrowotnym albo o przestrzeganiu prawa pracy. To sytuacja określana jako współczesna forma kolonializmu.
Problemem są także platformy społecznościowe, które uzależniają użytkowników od ciągłych trendów. Algorytmy działają jak radar, a więc analizują, co oglądasz i na podstawie tego podsuwają Ci kolejne reklamy. Czujesz presję, że musisz kupić nowe rzeczy, aby nie wypaść z obiegu i nosić modne w danym sezonie ubrania. To mechanizm żerujący na braku pewności siebie, dlatego wielu młodych ludzi traktuje zakupy jako sposób na podniesienie samooceny. Efekt jest krótkotrwały, a portfel i szafa wypełniają się rzeczami bez realnej wartości.
Jeśli myślisz, że to tylko problem nastolatków, to muszę Cię zmartwić – mocno się mylisz. Reklamy trafiają także do dorosłych facetów. Ty też możesz stać się celem tego systemu, bo ubrania stają się tanim i szybkim sposobem na chwilową satysfakcję. Pomyśl o tym w perspektywie tego, co ostatnio Cię zainteresowało w kwestii ubrań. Czy nie było tak, że po chwili okazało się, iż za modnym wyglądem nie idzie jednak jakość? W dłuższej perspektywie to czysta strata pieniędzy, czasu i energii.
Dlatego walka z ultra fast fashion to praktycznie konieczność. To wręcz twarda potrzeba, aby móc oddychać czystym powietrzem, żyć w świecie bez toksycznych odpadów, a do tego mieć pewność, że ubrania, które nosisz, nie powstały kosztem zdrowia innych ludzi. Każdy zakup to wybór między krótką chwilą przyjemności a realnym wpływem na środowisko.
Jaka jest alternatywa dla ultra fast fashion?
Najprostsza odpowiedź na to pytanie brzmi – slow fashion. To podejście oparte na jakości, trwałości i świadomości. Zamiast wyrzucać ciuch po kilku praniach, stawiasz na ubrania, które posłużą Ci przez lata. To diametralna zmiana myślenia – od traktowania odzieży jako jednorazowy gadżet do patrzenia na ubiór jako formę inwestycji w swój wygląd i prezencję.
Według danych ONZ branża odzieżowa jest drugim największym konsumentem wody na świecie. Każdego dnia tysiące ton tekstyliów trafia na wysypiska. W samej Australii co dziesięć minut ląduje tam sześć tysięcy kilogramów odpadów materiałowych. Ty możesz ograniczyć ten problem, wybierając inne rozwiązania niż zakupy z masowej produkcji.
Zamiast gonić za dziwacznymi trendami, poszukaj marek, które korzystają z certyfikowanych materiałów. Na ubraniach znajdziesz różnorakie pozytywne oznaczenia, np. GOTS (Global Organic Textile Standard) albo Fairtrade. To wiarygodne informacje, że bawełna została wyhodowana bez toksycznej chemii, a pracownicy otrzymali godziwe stawki za swą pracę. Jeśli firma otwarcie pokazuje, w jakich fabrykach szyje swoje kolekcje, to kolejny dowód na transparentność danej marki.
Możesz też sięgnąć po różne aplikacje ułatwiające weryfikację kupowanych ubrań. Przykładem jest Good On You, które znajdziesz w Google Play, jak i w Apple Store. Apka ocenia marki pod kątem wpływu na środowisko, warunków pracy i etyki wobec zwierząt. W ten sposób sprawdzisz w zaledwie kilka minut, to czy Twój zakup naprawdę wspiera odpowiedzialny model produkcji.
Pamiętaj, że nie musisz kupować nowych rzeczy, aby wyglądać po prostu dobrze. Dobrym rozwiązaniem jest sklep typu „second hand” albo ubrania w stylu vintage. Każda używana koszula lub kurtka to zmniejszenie zapotrzebowania na nowe zasoby. Dodatkowo nadajesz im drugie życie i wyróżniasz się stylem, którego nie znajdziesz w masowych kolekcjach.
Jest jeszcze jedna ciekawa alternatywa, a jest nią naprawa ubrań. Zepsuty zamek w kurtce lub dziura w spodniach nie oznacza to, że powinieneś wyrzucić taką rzecz. W wielu miastach znajdziesz pracownie, które zajmują się cerowaniem i przerabianiem odzieży. Zauważ, że nawet niektóre marki mówią o tym głośno. Jeśli możesz coś naprawić, to nie musisz iść i kupować u nich nowych ubrań.
Jeśli wolisz praktyczne podejście, to stwórz własną, unikatową i minimalistyczną garderobę. Kilka koszul, par spodni i butów dobrej jakości wystarczy, aby codziennie wyglądać inaczej. Możesz także miksować poszczególne elementy, więc da Ci to więcej możliwości niż stos ubrań z sieciówek. To także mniej wydanych pieniędzy i więcej wolnego miejsca w szafie.
Na koniec ważna wskazówka, a mianowicie – zadawaj pytania. Kto uszył ten T-shirt? Z czego powstały te buty? Ile razy faktycznie je założysz? Jeśli odpowiedź brzmi „raz lub dwa”, to nie jest to dobry zakup. Slow fashion polega na tym, aby kupować rzadziej i po tym, jak się nad tym zastanowisz, a nie spontanicznie.




