najdziwniejsze sporty na świecie

Piłka nożna, siatkówka, koszykówka czy tenis to dyscypliny, o których powiedziano i napisano już chyba wszystko. Niektóre z nich pewnie towarzyszą Ci na co dzień, kiedy wieczorem przełączasz kanały sportowe w poszukiwaniu czegoś, co skutecznie odciągnie Twoje myśli od goniących deadline’ów i innych problemów dnia codziennego.

Najlepsze jest to, że na świecie istnieją takie dyscypliny sportu, o których nawet filozofom się nie śniło. Co prawda 99% z nich nie ma szansy pojawić się w programie igrzysk olimpijskich, ale za to potrafią dostarczyć rozrywki na takim poziomie, którego nigdy dotąd nie zasmakowałeś. Pomysłowość ludzka nie zna granic, o czym zaraz się przekonasz.

Dziwne dyscypliny sportowe – polo na słoniach

Popularność tradycyjnego polo na świecie jest zaskakująco duża, co absolutnie nie przekłada się zainteresowanie tą konkurencją w kraju nad Wisłą. Na łamach portali sportowych informacji o polo raczej nie uświadczysz, chociaż gdzieś na jakichś polach za miastem pewnie ktoś już próbował odbijać piłkę za pomocą drewnianego młotka siedząc na galopującym koniu. Fakt, polo kojarzy się raczej z grą dla dżentelmenów niż dla mas, głównie dzięki fascynacji męskiej części brytyjskiej rodziny królewskiej, ale nie jest to sport pokroju piłki nożnej, który elektryzuje cały świat.

Polo lubią w Azji, bo to właśnie stamtąd się wywodzi. I w tym samym regionie świata postanowili ją trochę podrasować. Reguły gry pozostają niezmienione, choć sam ich do końca nie rozumiem, ale modyfikacja dotyczy „pojazdu”, na którym poruszają się zawodnicy. Miejsce koni zastąpiły… słonie. Dość ciekawe posunięcie zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że wszędzie dąży się raczej do dynamizacji gier zamiast ich spowolnienia, ale cóż, jakoś mi to nie przeszkadza, bo na pewno jest to jakaś ciekawa odskocznia. Polo na słoniach to domena Nepalczyków czy Hindusów, ale nic tylko patrzeć, aż ta wyjątkowa dyscyplina zawita na inne kontynenty.

Najdziwniejsze sporty na świecie – boks szachowy

Łączenie różnych dyscyplin to żadna nowość – musiałeś przecież słyszeć o triathlonie, biathlonie i innych wielobojach sportowych. Ale żeby wpaść na pomysł połączenia boksu i szachów i zrobić z nich wielkie widowisko? Gdybym tego nie zobaczył na własne oczy, to raczej bym w to nie uwierzył. Niewiele rzeczy jest mnie w stanie zaskoczyć, ale dawno mi tak nisko szczęka nie opadła. No bo jak się mają szachy do boksu, gdzie tempo rozgrywania pojedynków to jak starcie ślimaka z pumą? Dobra, przejdę do krótkiego opisu zasad, ale w gruncie rzeczy nie ma się nad czym rozwodzić. Pojedynek składa się z 11 rund: 6 szachowych i 5 rund bokserskich. Proste? Proste.

To, co chyba najbardziej fascynuje mnie w tych całych bokserskich szachach to widok mięśniaków głowiących się nad szachownicą ubranych w kuse wdzianka, w dodatku ze śliwą pod okiem albo wybitym zębem. Sam bym czegoś takiego spróbował, ale nie jestem pewien, czy poległbym podczas wymiany ciosów przy planszy gier czy może raczej w trakcie mordobicia? Nie wiem jak tym, ale wolę pozostać w roli kibica.

Nietypowe sporty – sepak takraw

Ktoś wpadł na genialny pomysł, żeby połączyć takie sporty jak futbol, siatkówka i akrobatyka. Co z tego wyszło? Sepak takraw. To taka siatkonoga, ale w ekstremalnym wydaniu, przy której trzeba się trochę nagimnastykować. Co ciekawe, gra jest uważana za jeden ze sportów narodowych Tajlandii, co dla Ciebie jako Europejczyka z krwi i kości może być co najmniej dziwne. Ale jeszcze dziwniej robi się wtedy, kiedy uświadamiasz sobie, że transmisje z turniejów sepak takraw były transmitowane do Polski. Tak, kilka dobrych lat temu na jednej z prywatnych stacji z charakterystyczną gwiazdką w logo można było śledzić rozgrywki siatkonogi w wydaniu najlepszych na świecie. Zasad gry nie będę tutaj objaśniał bo dla mnie to jest jakaś czarna magia, ale generalnie chodzi o przebijanie rattanowej piłki przez siatkę. Zawodnicy nie mogą tego robić rękami i ramionami, co już mocno utrudnia zadanie. Dlatego wielkie chapeau bas dla zawodowców, ale nie próbuj tego w domu.

Najbardziej nietypowe sporty – underwater hockey

Globalna popularność hokeja na lodzie raczej nie jest niczym zaskakującym – w USA i Kanadzie mają swoją ligę NHL, dla której może nawet zdarzyło Ci się zarwać noc. Z mniejszym bądź większym powodzeniem grają też Rosjanie, Czesi, Skandynawowie, Polacy też, ale teraz to raczej ze zmiennym szczęściem. Reguły gry są całkiem przejrzyste – zawodnicy wyposażeni są w łyżwy, kije, kaski i niezliczoną ilość ochraniaczy, dzięki którym nie tracą zębów, oczu i oczywiście – męskości. Ich zadaniem jest wbicie jak największej liczby goli przeciwnikowi, co wcale nie jest takie proste zważywszy na fakt, że poruszają się po cholernie śliskim lodowisku z niemałą prędkością, a bramka liczy 1,83m szerokości i 1,22m wysokości.

Wariacji na temat tego sportu zimowego wbrew pozorom mało nie jest, bo gra się przecież w unihokeja czy hokeja na trawie, ale że istnieje coś takiego jak podwodna wersja? Raczej bym nie podejrzewał. A jednak. Underwater hockey istnieje, ma się dobrze i chyba zyskuje coraz więcej zwolenników. Daleko mu jeszcze do fenomenu, co nie zmienia faktu, że w tej dziedzinie odbywają się nawet krajowe i międzynarodowe czempionaty. A jak wygląda podwodna rozgrywka hokejowa? Mecz rozgrywa się na dnie basenu, podzielony jest na dwie połowy i każda trwa po 15 min. Zawodnicy posiadają płetwy, maski do nurkowania, króciutkie kije i rękawice. I co najlepsze, podczas meczu każdy gracz musi wielokrotnie wyłaniać się z wody, żeby zaczerpnąć powietrza. Hardcore, co? Już widzę swoją karierę w underwater hockey – prędzej bym ducha wyzionął niż dokończył mecz bez hiperwentylacji.

Mało znane dyscypliny sportu – toczenie sera

Mama za dzieciaka pewnie Ci wpajała, że jedzeniem się nie bawi, ale okazuje się, że może być ono inspiracją do stworzenia dyscypliny sportowej. I to nie byle jakiej, bo cheese rolling cieszy się ogromną popularnością na samych Wyspach Brytyjskich. Co roku, w pewnym hrabstwie Gloucester, a dokładniej na Cooper’s Hill, setki śmiałków próbuje złapać ser puszczony z samego wierzchołka wzgórza. Wygrywa oczywiście najszybszy. Co najciekawsze, serowa rywalizacja potrafi być bardziej kontuzjogenna niż chociażby rugby, wrestling i inne dość mocno kontaktowe dyscypliny. Wszystko przez cholernie nieprzewidywalne ruchy sera, który na dodatek z każdym metrem nabiera morderczej wręcz prędkości.

Dlatego nie dziwi mnie decyzja organizatorów z 2013 roku dotycząca zmiany zastąpienia prawdziwego sera piankową atrapą, która raczej nie powinna zrobić krzywdy ani uczestnikom imprezy, ani okolicznym gapiom. Szczerze to podziwiam każdego śmiałka, który daje się ponieść serowemu szaleństwu, bo nagrodą nie jest żadna gruba forsa. Walka toczy się o… ten nieszczęsny ser. Pomimo tej nietypowej wygranej do Wielkiej Brytanii zjeżdżają się ludzie z takich krajów jak Kanada, Nepal czy daleka Australia i Nowa Zelandia. Czy rozumiem fenomen toczenia sera? Nie, ale skoro jest tylu chętnych do wzięcia udziału w corocznej imprezie to widocznie jest to świetna zabawa.

65 / 100

Dodaj komentarz