Martin Luther King – w walce z segregacją rasową

walka z segregacja rasowa

Spis treści

Martin Luther King to dziś symbol walki z dyskryminacją rasową i systemowym wykluczeniem milionów Amerykanów. Jak to się stało, że zwykły duchowny przeszedł do historii i zapisał się w niej złotym zgłoskami? Poznaj życiorys wielkiej postaci XX wieku i okoliczności, dzięki którym udało mu się doprowadzić do zniesienia segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych.

Dzieciństwo i młodość Martina Luthera Kinga

Od początku swojego życia Martin Luther King był świadkiem rasowych napięć i dyskryminacji czarnej społeczności w Stanach Zjednoczonych. Przyszły pastor urodził się bowiem 15 stycznia 1929 roku w stolicy stanu Georgia – Atlancie. Miejsce to jest obszarem, w którym mieszka największy w kraju odsetek ludności pochodzenia afroamerykańskiego. Z drugiej strony, tak jak każdy stan dawnego Południa, pełen był (i dalej jest) uprzedzeń rasowych wynikłych z niewolniczej przeszłości dawnych czarnych robotników rolnych i ich białych panów feudalnych.

Na dorastającego Martina Luthera Kinga wpływ miał jednak nie tylko region. Jego poglądy w wielkiej mierze ukształtowało także pochodzenie rodzinne. Jego ojciec, po którym przejął oba imiona, był pastorem zboru baptystycznego. W jego ślady poszedł właśnie syn, który już w wieku 19 lat został duchownym. W kolejnych latach młody ksiądz kontynuował naukę w seminarium teologicznym Crozer. To właśnie tam, w czasie studiów doktoranckich miał okazję zapoznać się z ideologią, która zdecydowała o charakterze jego późniejszej działalności.

Inspiracją dla Martina Luthera Kinga stał się satjagraha, ruch polityczny powstały w XIX wieku w Indiach. Jego propagatorem był Mahatma Gandhi, czyli ojciec dzisiejszych niepodległych Indii. Strategia pokojowego oporu, którą wspierał w celu wyzwolenia kraju od brytyjskich kolonialistów, stała się życiowym credo również dla amerykańskiego pastora. Swojej strategii trzymał się do końca życia, a stosował już przed obroną pracy doktorskiej w 1955 roku. Wpływ na to miało wydarzenie, które symbolicznie rozpoczęło okres walk o zniesienie segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych.

Działania przeciwko segregacji rasowej w USA

Gdy Martin Luther King rozpoczynał swoją działalność w połowie lat 50., segregacja rasowa trwała już od niemal 100 lat. Wbrew deklaracjom jej twórców mieszkańcy USA wcale nie stali „równi, ale oddzieleni”. Osobne przestrzenie w miejscach publicznych (o gorszym standardzie), możliwość odmowy zatrudnienia ze względu na kolor skóry, normy zachowań wobec białych Amerykanów i wiele innych prawnych i kulturowych form dyskryminacji rasowej było codziennością dla czarnej społeczności byłych niewolników.

Jednym z wielu przykładów rasistowskiej rzeczywistości było zatrzymanie Rosy Parks w Montgomery 1 grudnia 1955 roku. Zgodnie z ówczesnymi przepisami popełniła dwa wykroczenia. Po pierwsze zajęła w autobusie miejsce w części przeznaczonej dla białych pasażerów, a po drugie nie ustąpiła miejsca, gdy taki człowiek wsiadł do pojazdu. Jej aresztowanie doprowadziło do fali protestów w mieście, w których wziął również udział mieszkający w nim od roku Martin Luther King. Jako wyróżniający się lider został mianowany przywódcą Montgomery Improvement Association, ruchu powstałego wskutek zatrzymania Rosy Parks i późniejszego bojkotu komunikacji miejskiej.

Trwająca miesiącami akcja rezygnacji z usług przewoźnika była solą w oku lokalnych władz. Nagle około 70% czarnych mieszkańców miasta przestało kupować bilety, doprowadzając tym samym do ogromnych strat ekonomicznych. Aby przerwać bojkot, władze postanowiły zastraszyć lidera ruchu wzywającego do rezygnacji z komunikacji miejskiej. Stanowa prokuratura postawiła Martinowi Lutherowi Kingowi zarzuty o organizację nielegalnych protestów i podżegania do działania na niekorzyść przewoźnika. Karą za to była grzywna w wysokości 500 dolarów. Na tyle samo wyceniono koszta procesu. Pastorowi udało się jednak zapłacić tę sumę, dzięki czemu uniknął spędzenia roku w więzieniu.

Zasądzenie ogromnej jak na lata 50. kwoty kary za działalność nie złamało ducha Martina Luthera Kinga. Nie miały na niego wpływu również powtarzające się ataki członków rasistowskiego Ku Klux Klanu i przypadkowych ludzi. Mimo gróźb więzienia i śmierci rozwijał działalność ruchu, czego owocem było powstanie Southern Christian Leadership Conference, czyli Konferencji Przywódców Chrześcijańskich Południa. Pierwszym przewodniczącym tego ruchu dążącego do zniesienia prawnej segregacji został właśnie Martin Luther King. Funkcję lidera SCLC pełnił od 1957 roku aż do swojej śmierci.

W drugiej połowie lat 50. sława przywódcy ruchu antydyskryminacyjnego przekroczyła granice Georgii i Alabamy. Martin Luther King stał się znany najpierw w całych Stanach Zjednoczonych, a potem także za granicą. Podróże po kraju, a także Afryce, Azji i Europie dawały mu okazję do nagłośnienia problemu systemowego rasizmu w USA. Niestety, ale z każdym kolejnym wystąpieniem przybywało mu też wrogów. W 1958 roku omal nie zginął z powodu dźgnięcia nożem, do którego doszło podczas jego pobytu w Nowym Jorku.

Działalność Martina Luthera Kinga i jego współpracowników (m.in. Ralpha Abernathy’ego, Bayarda Rustina i Elli Baker) przyczyniła się do wzrostu politycznego znaczenia Afroamerykanów. Nie uszło to uwadze ludzi, którzy jako jedyni mieli władzę pozwalającą na zniesienie dyskryminacji rasowej w USA. Nadzieję pastora budził ówczesny kandydat Partii Demokratycznej i późniejszy prezydent John F. Kennedy. W zamian za poparcie sprawy czarnych Amerykanów Martin Luther King miał stanąć po jego stronie w wyborach w 1960 roku. Polityk liczył, że autorytet, jakim cieszy się duchowny, sprawi, że jego zwolennicy porzucą Partię Republikańską.

Zniesienie niewolnictwa przez republikanów w 1865 roku na dekady zapewniło partii głosy czarnej społeczności. Rasistowska segregacja była mimo wszystko lepsza niż całkowity brak ludzkich praw. W końcu jednak trzeba było coś zmienić, czego gwarantem miał być John F. Kennedy. Poparcie Kinga bez wątpienia miało wpływ na wynik wyborów prezydenckich. Ich polityczny układ działał jednak co najwyżej przeciętnie. Niestety, nowy przywódca USA odwdzięczał się wybiórczo.

Silnie zakorzeniony w amerykańskim społeczeństwie rasizm powodował, że prezydent zwlekał ze zmianą dyskryminującego prawa – mówiąc wprost, nie chciał stracić głosów białych wyborców. Z tego powodu prostety trwały. Kolejne lata mijały na mniej lub bardziej udanych akcjach wymierzonych we władze – niepowodzeniem skończyły się wystąpienia w Albany w 1961 roku przeciwko segregacji na międzystanowych dworcach autobusowych. Lepszy rezultat działań zdołano osiągnąć w Birmingham w 1962 roku, gdy udało się wywalczyć równouprawnienie w zatrudnieniu w magazynach sklepowych. W obu tych miastach, tak jak wielokrotnie wcześniej i później, Martin Luther King był aresztowany i skazywany na więzienie.

Z czasem wystąpienia ludności afroamerykańskiej przybrały charakter masowy. Najważniejszym wydarzeniem okazał się marsz na Waszyngton w 1963 roku. Pokojowy protest pod Kapitolem miał skłonić kongresmenów i senatorów do zmiany rasistowskich ustaw. W tym też mieście Martin Luther King wygłosił swoje najsłynniejsze przemówienie, zaczynając od słów I have a dream. Wyrażał w nim nadzieję, że w przyszłości wszyscy Amerykanie będą żyli w zgodzie niezależnie od koloru skóry.

Co ważne, zarówno prostety w stolicy, jak i kolejnych miastach USA w końcu doprowadziły do zmian w prawie. Ustaw nie podpisał jednak John F. Kennedy, który zginał w wyniku zamachu w Dallas w 1963. W kolejnym roku systemową dyskryminację rasową zniósł jego następca Lyndon Johnson. Podstawowy cel Martina Luthera Kinga został więc osiągnięty. Pozwoliło mu to zająć się innymi problemami, już nie tylko czarnej, ludności. W kolejnych latach działacz skupił się na protestach przeciwko biedzie, fatalnej sytuacji mieszkaniowej ubogich grup ludności i wojnie w Wietnamie.

Zamach Jamesa Earla Raya

Problemy uboższych warstw ludności USA pchały Martina Luthera Kinga do podróży po kraju i organizowaniu wystąpień przeciw niesprawiedliwości. Do jednego z nich doszło w 1968 roku w Memphis. Miejscowi pracownicy zakładów oczyszczania miasta skarżyli się na zbyt niskie zarobki. Doszło wówczas do rozruchów, które zmusiły pastora do wyjazdu. Nie zraził się jednak i 3 kwietnia powrócił, by doprowadzić do realizacji postulatów strajkujących. Razem ze współpracownikami zatrzymał się w motelu Lorraine, który okazał się jego ostatnim miejscem pobytu.

Następnego dnia, późnym popołudniem Martin Luther King przygotowywał się do spotkania z zaprzyjaźnionym duchownym Samuelem Kylesem. Wychodząc, zapomniał jednak płaszcza. Po powrocie do swojego pokoju został postrzelony przez osobę, która wynajęła kwaterę naprzeciwko. Wielka rana w szczęce i szyi doprowadziła do krwotoku, którego nie udało się zatamować ani jego współpracownikom, ani lekarzom w szpitalu. Pastor zmarł 4 kwietnia 1968 roku z powodu rozerwania tętnicy szyjnej i przestrzelenia rdzenia kręgowego.

Jako zabójcę śledczy wytypowali Jamesa Earla Raya. Człowiek ten już od dawna był znany organom ścigania. W jego pokoju znaleziono karabin, a na nim pasujące odciski palców. Do dziś jednak nikt nie ma pewności, czy to na pewno on doprowadził do śmierci Martina Luthera Kinga. Ray rzeczywiście przyznał się do winy. Podejrzewa się jednak, że zrobił to, by uniknąć kary śmierci. Zamiast tego został skazany na 99 lat więzienia. Do końca swojego życia w 1998 roku utrzymywał, że to nie on jest zabójcą pastora.

Podejrzenia co do tego, że za zamachem mógł stać ktoś inny, ma też rodzina Martina Luthera Kinga. Jeszcze pod koniec życia domniemanego mordercy wnosiła o ponowne wszczęcie śledztwa. Krewni laureata Pokojowej Nagrody Nobla z 1964 roku zarzucali śledczym niedbałe prowadzenie sprawy. Odciski Raya na kolbie karabinu były mało wyraźne, ponoć nie zabezpieczono też wszystkich możliwych dowodów znalezionych w feralnym pokoju numer 306. Co gorsza, nie sprawdzono, czy zabójca działał z prywatnych pobudek, czy też na czyjeś zlecenie.

Śledztwa w sprawie śmierci Martina Luthera Kinga jednak nie wznowiono. Nie wiem, czy to dobre porównanie, ale widzę tu analogię do zabójstwa prezydenta Kennedy’ego. Jego rzekomy morderca Lee Harvey Oswald także nie przyznał się do czynu. Żeby było mało, nigdy dokładnie nie sprawdzono ewentualnych powiązań zamachowca. Sam zresztą nie miał okazji wiele powiedzieć, bo już po dwóch dniach zastrzelił go gangster Jack Ruby. Jego tłumaczenia o współczuciu dla Jacqueline Kennedy, żony prezydenta, brzmią niczym wymyślone na poczekaniu. Badająca sprawę prezydencka Komisja Warrena stwierdziła, że Oswald działał sam. Do tego śledztwa też nigdy oficjalnie nie powrócono.

Czemu w ogóle porównuję zabójstwa prezydenta Kennedy’ego i Martina Luthera Kinga? Ponieważ oba moim zdaniem świetnie obrazują zarówno ówczesny, jak i obecny klimat polityczny w Stanach Zjednoczonych. Definiuje on to, co można nazwać dziedzictwem działacza społecznego z Atlanty. Niestety, mimo niewątpliwego sukcesu, jaki osiągnął, nadal zostało wiele do poprawy w amerykańskim społeczeństwie.

Dziedzictwo Martina Luthera Kinga

Martin Luther King przyczynił się do tego, że miliony czarnych Amerykanów otrzymały prawa równe białym współobywatelom. Tym samym działalność jego i wielu innych bohaterów przyczyniła się do zakończenia około 300-letniego okresu dzielenia ludzi na lepszych i tych pozbawionych jakiejkolwiek wartości. Dzięki osobom takim jak pastor z Georgii dziś czarna część społeczeństwa USA może korzystać z miejsc publicznych, uczyć się szkołach i pracować w firmach, w których są też biali ludzie. Niestety, w części Stanów to nadal tylko teoria.

Podziały rasowe w Stanach Zjednoczonych nadal istnieją. Niezmiennie silne są też wzajemne uprzedzenia między poszczególnymi społecznościami. Gwoli ścisłości nie dotyczy to tylko białych i czarnych. Nawet nie białych i reszty. Wzajemna niechęć idzie w poprzek wszystkich grup, a więc między białym, czarnymi, Latynosami, Azjatami, przedstawicielami poszczególnych narodowości. Tym samym można powiedzieć, że choć Kingowi udało się przezwyciężyć prawną dyskryminację rasową w USA, to mentalna bariera między Amerykanami niestety nie zniknęła.

Można żałować, że postulaty tego wielkiego człowieka zostały w sporej części zapomniane przez obie strony sporu z lat 50. i 60. Niewiele zmieniły wydarzenia takie jak wybór Baracka Obamy na prezydenta USA czy, jeszcze wcześniej, kariery Condoleezzy Rice i Colina Powella. Elity amerykańskiego społeczeństwa nadal są w zdecydowanej większości białe i hermetyczne. Dotyczy to nie tylko polityki, ale także świata biznesu, technologii i nauki. Rasizm dotyka ponadto (a może przede wszystkim) biedniejszych warstw społeczeństwa. Nie usprawiedliwia to jednak przemocy, którą sam Martin Luther King potępiał.

Problemy, z którymi boryka się amerykańskie społeczeństwo ponad pół wieku po śmierci Martina Luthera Kinga, każą zastanowić się, w jakim stopniu szczere było zniesienie segregacji rasowej w USA. Wydarzenia z tamtych czasów pozwalają przypuszczać, że ówczesne amerykańskie władze nie tyle wstawiły się za dyskryminowaną częścią społeczeństwa, a raczej zostały postawione pod ścianą przez konflikt, który decydował o losach świata.

Dlaczego zniesiono segregację rasową w USA?

Dyskryminacja czarnych Amerykanów zakończyła się w połowie lat 60., co można, ale nie trzeba uznawać za przypadek. Pamiętajmy, co działo się wtedy na świecie. Wszedł on w kulminacyjną fazę Zimnej Wojny, która wcale nie musiała skończyć się zwycięstwem Zachodu. Na politycznej scenie głównym aktorem był Związek Radziecki. Jego globalny stan posiadania stale się powiększał wskutek rewolucji komunistycznych w dawnych państwach kolonialnych, m.in. w Indochinach i Ameryce Łacińskiej.

To właśnie w czasach działalności Martina Luthera Kinga miał miejsce kryzys w Zatoce Świń, który o mało nie skończył się wybuchem III wojny światowej. Tak naprawdę świat uchronił przed nią jedynie rozsądek sowieckiego przywódcy Nikity Chruszczowa, który porzucił plan instalacji wyrzutni rakiet nuklearnych na Kubie, 100 km od amerykańskiej Florydy.

Nie mniejsze znaczenie miały wojny i rewolucje przetaczające się przez Azję. Kolosalne znaczenie miało przede wszystkim oczywiście zaangażowanie się w wojnę w Wietnamie. Powstrzymanie ekspansji komunizmu nie tylko tam, ale w całych Indochinach było dla ówczesnej amerykańskiej administracji priorytetem polityki międzynarodowej. Ewentualne zwycięstwo byłoby ciosem tak dla Sowietów wspierających Wietnam Północny, jak i Chińczyków przekazujących broń choćby Czerwonym Khmerom.

Historyczne wydarzenia miały miejsce również w Afryce. To właśnie w latach 60. zaczął się proces dekolonizacji na tym kontynencie. Niemal wszystkie państwa regionu ogłosiły niepodległość w pierwszej połowie tamtej dekady. Nie było wcale pewne, jakie ustroje przyjmą. Istniało ryzyko, że może to być antyzachodni, antykolonialny i stawiający na równość (wprawdzie tylko deklaratywnie) komunizm. Wcale nie lepiej było też w krajach rządzonych przez niezależnych dyktatorów. Choćby taki Gamal Abdel Naser stanowił zagrożenie dla kluczowego sojusznika USA na Bliskim Wschodzie, czyli Izraela.

Co to wszystko ma wspólnego z Martinem Lutherem Kingiem i jego ruchem przeciwko segregacji rasowej? Wbrew pozorom dużo. Amerykańskie władze obawiały się wykorzystania niepokojów wewnętrznych przez sowieckie służby specjalne. Wielu działaczy, np. Bayard Rustin, było inwigilowanych przez FBI nie tyle z powodu koloru skóry, ile podejrzeń o komunistyczne sympatie i ryzyko stania się kontaktami KGB. Później te same zarzuty wysuwano w stosunku do przywódców ruchu Czarnych Panter. Ile w tym prawdy, a ile prób dyskredytacji, trudno powiedzieć.

Zniesienie segregacji rasowej w Stanach Zjednoczonych miało więc wymiar praktyczny. Nie oszukujmy się, że białe elity nagle zmieniły zdanie co do roli czarnych obywateli w ich kraju. Politycy potrzebowali stabilizacji wewnętrznej, by skupić się na polityce międzynarodowej. Zniesienie dyskryminujących przepisów zwiększało też legitymację USA do przewodzenia wolnemu światu w antykomunistycznej krucjacie. O tym, jak ważne to jest, przekonywali się kolejni prezydenci podczas obrad ONZ. Wykorzystywał to choćby Chruszczow, który wypominał systemową segregację amerykańskim delegacjom i przywódcom za każdym razem, gdy nawiązywali do łamania praw człowieka w ZSRR.

Zniesienie segregacji rasowej w USA to bez wątpienia wielki sukces Martina Luthera Kinga. Choć inne wydarzenia tamtych czasów również miały wpływ na zmiany prawne, to i tak trzeba docenić gigantyczny wkład pastora z Atlanty w historię swojego kraju. Jest tego wart, tym bardziej że nigdy nie ugiął się w obliczu przeciwności. Nie zmieniły tego ani szykany władz, ani agresja rodaków. Szkoda, że przyszło mu za to zapłacić najwyższą cenę. Tym bardziej przydałoby się, by jego ofiara nie poszła na marne, a ludzie w końcu przestali siebie postrzegać przez pryzmat koloru skóry.

14 / 100

SZUKAJ W SERWISIE

najnowsze wpisy