uklad planetarny

Tajemnicza Planeta X jest celem badań wielu astronomów z całego świata. Przesłanki świadczące o jej istnieniu mogą sugerować, że na krańcu Układu Słonecznego faktycznie orbituje dziewiąta planeta. Co ciekawe, jej poszukiwania trwają od ponad dwóch stuleci. Dzięki nim doszło do kilku epokowych odkryć. Czym jest Planeta X? Gdzie może się znajdować i jak wyglądać? Jakich odkryć dzięki jej poszukiwaniom dokonano? O tym i nie tylko opowiem Ci w tym artykule.

Co to jest Planeta X i gdzie miałaby się znajdować?

Choć Układ Słoneczny jest najlepiej poznaną przez ludzkość częścią Wszechświata, nadal nie wiemy o nim wiele. Rozwój technologiczny pozwalający na eksplorację kosmosu zaczął się bowiem tak naprawdę niedawno. W ciągu kilkudziesięciu lat udało się dokonać wielu cennych odkryć. Astronomowie zaglądają od lat w najgłębsze zakątki czasoprzestrzeni, pokazując światu zdjęcia gwiazd i galaktyk oddalonych niekiedy o miliony lat świetlnych. Sięganie coraz dalej w kosmos nie pomogło jak dotychczas w odnalezieniu tego, co bliżej – hipotetycznej dziewiątej planety Układu Słonecznego. Nie ma ona żadnej oficjalnej nazwy. Niekiedy nazywana jest Planetą X. Zwolennicy teorii paleoastronautycznych mają dla niej też inną nazwę. O tym opowiem Ci jednak później.

Czy Pluton jest planetą?

W dywagacjach na temat Planety X nie sposób nie przytoczyć przykładu Plutona. Przez kilkadziesiąt lat to właśnie on był dziewiątą planetą. Został nią w momencie oficjalnego potwierdzenia odkrycia przez środowisko naukowe w 1930 roku. Międzynarodowa Unia Astronomiczna odebrała Plutonowi status planety w 2006 roku. Od tej pory jest planetą karłowatą. Z terminem tym są, przynajmniej moim zdaniem, same problemy.

Zaczyna się już od samego nazewnictwa. Planety karłowate nie są bowiem… planetami. To tzw. plutoidy, czyli obiekty pośrednie między planetami a innymi, mniejszymi ciałami niebieskimi, takimi jak planetoidy czy komety. Drugim problemem jest to, że nikt tak naprawdę nie wie, gdzie jest granica pozwalająca dane ciało niebieskie uznać za planetę, plutoidę czy planetoidę.

Niezależnie od poglądu tego czy innego astronoma Pluton nie jest już oficjalną dziewiątą planetą Układu Słonecznego. Gdy jeszcze był, poszukiwania kolejnej planety i tak trwały. Różnica była jedynie taka, że wówczas próbowano zdobyć dowody na istnienie dziesiątej planety. Niezmiennie od lat wielu naukowców uważa, że za Neptunem coś jeszcze jest. Przeświadczenie to towarzyszy astronomom już od niemal 250 lat.

Pierwsze próby znalezienia dziewiątej planety

Wszystko zaczęło się pod koniec XVIII wieku. Nie po raz pierwszy w nauce dokonał się przełom, który wywrócił dotychczasowe wyobrażenie ludzi na temat otaczającego ich świata. Niemal do końca epoki Oświecenia uważano bowiem, że planet jest sześć – Merkury, Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz i Saturn. Wtedy to, w 1781 roku niemiecki astronom Friedrich Wilhelm Herschel odkrył Urana. Kolejne lata obserwacji wykazały, że ruch orbitalny tej planety jest zakłócony. Nad przyczyną tego zjawiska zastanawiali się Urbain Le Verrier i John Couch Adams, gwiazdy astronomii z pierwszej połowy XIX wieku. Ich obliczenia wskazywały na to, że powodem perturbacji (czyli właśnie zaburzeń ruchu orbitalnego) jest prawdopodobnie kolejne duże ciało niebieskie.

W 1846 roku okazało się, że Le Verrier i Adams mieli rację. Żaden z nich nie został odkrywcą nowej planety. Dokonał tego Johann Gottfried Galle. Nowy obiekt otrzymał nazwę Neptun. Odnalezienie ósmej planety dało odpowiedź na to, co doprowadza do perturbacji Urana. Jednocześnie sprowokowało do postawienia nowego pytania. Okazało się bowiem, że Neptun też ma zakłócony ruch orbitalny. Wysunięto więc analogiczną hipotezę – powodem tego stanu rzeczy jest kolejna duża planeta. Dowodów na to jednak nie było.

Jednym ze zwolenników istnienia dziewiątej planety był amerykański astronom Percival Lowell. To właśnie on jest twórcą terminu ”Planeta X”. Jednak to nie on odkrył kolejne ciało niebieskie. Dokonał tego inny uczony z USA – Clyde Tombaugh. W 1930 roku odnalazł właśnie Plutona. Ten jednak był zbyt mały, by oddziaływać na orbitę gazowego olbrzyma, jakim jest Neptun. Na rozwiązanie tej zagadki trzeba było poczekać aż do roku 1988. Dopiero wtedy do planety tej doleciała sonda Voyager 2. Jej badania wykazały, że perturbacje tak naprawdę nie występują. Ich rzekome istnienie wynikało z błędnych obliczeń masy planety.

Jakiego rzędu był to błąd? Niewielki, chodziło o zaledwie 0,5% całkowitej masy Neptuna. Sęk w tym, że jest to gazowy olbrzym. Różnica ta jest więc zbliżona do masy… Marsa. Niezależnie od tego rok 1988 możemy uznać za koniec poszukiwań Planety X. Po degradacji Plutona Układ Słoneczny liczy oficjalnie osiem planet. Mimo wszystko poszukiwania kolejnego obiektu są prowadzone. Nie mam tu na myśli wyłącznie spiskowych, przeczących nauce teorii. Próbują ją odkryć również poważni astronomowie.

Planeta X a współczesna astronomia

Przyczyną współczesnych poszukiwań Planety X jest regularność pewnego zdarzenia, które jest obserwowane na Ziemi od setek milionów lat. Chodzi o zaskakującą cykliczność wymierań gatunków na Ziemi. Towarzyszy im też wzmożona aktywność sejsmiczna. Badania paleontologiczne potwierdzają, że zdarzają się one co 27 mln lat. Udowodnienie tego faktu świat nauki zawdzięcza zespołowi prof. Michaela Rampino z New York University. Do takich wniosków doszli oni po przeanalizowaniu 89 wydarzeń mających przemożny wpływ na świat ożywiony i nieożywiony w ciągu ostatnich 260 mln lat. Innymi słowy, w swoich poszukiwaniach dotarli aż do epoki środkowego permu. Były to czasy jeszcze przed pojawieniem się dinozaurów.

Wyjaśnienie fenomenu cyklicznych wymierań zachodzącymi na naszej planecie zjawiskami nie przyniosło żadnej odpowiedzi. Postanowiono go więc poszukać w kosmosie. Jedną z osób, które uważają, że dziewiąta planeta naprawdę może istnieć, jest prof. Daniel Whitmire pracujący na uniwersytetach stanowych Arkansas i Luizjany. Dowodów na powstanie i wpływ Planety X na życie na Ziemi poszukują również Konstantin Batygin i Mike Brown z kalifornijskiej uczelni Caltech. Swoją cegiełkę do badań dodaje także NASA, obserwująca najdalsze obszary Układu Słonecznego przy pomocy teleskopu WISE.

Gdzie naukowcy szukają Planety X?

Jaką hipotezę wysuwają naukowcy? Według nich rzekoma Planeta X miałaby orbitować za Pasem Kuipera. Znajduje się on za orbitą Neptuna. Krążą w nim mniejsze i większe obiekty będące pozostałością po formowaniu się planet Układu Słonecznego. Określenie mniejsze i większe oznacza w tym przypadku zarówno małe kamyki, które człowiek mógłby zmieścić w dłoni, jak i obiekty wielkości dziesiątek kilometrów. Planetoidy te byłyby wytrącane ze swoich orbit przez duży obiekt przechodzący przez Pas Kuipera. Miałoby do tego dochodzić cyklicznie, właśnie co 27 mln lat. Tyle hipotetyczna Planeta X potrzebowałaby, żeby zrobić pełne okrążenie wokół swojej orbity.

Zdestabilizowany przez nią ruch planetoid prowadzić miałby do ich „wystrzelenia” w kierunku Ziemi. Dobrze znanym rezultatem upadku ogromnej planetoidy są gwałtowne zjawiska geologiczne (np. wybuchy wulkanów), błyskawiczne załamanie się klimatu na całym globie i zmiany w składzie atmosfery. Żywe organizmy, ze względu na brak możliwości tak szybkiego dostosowania się do otaczających warunków, w takiej sytuacji masowo wymierają. Nieliczne gatunki, którym uda się przetrwać zagładę, zajmują puste nisze geologiczne i ewoluują dalej. Po 27 mln lat sytuacja się powtarza. I tak w kółko.

Jaka może być Planeta X?

Co ważne, aby planetoida swoim upadkiem wpłynęła na globalne zmiany, musi być naprawdę ogromna. Dla przykładu obiekt, który doprowadził do kresu epoki nieptasich dinozaurów, miał prawdopodobnie 10 km wysokości. Inaczej mówiąc, gdy jego dół uderzał już w Półwysep Jukatan, góra znajdowała się jeszcze w kosmosie. Tak dużego ciała niebieskiego nie może wytrącić z orbity nic małego.

O obliczenie potencjalnej masy Planety X pokusili się wspomniani już uczeni, Konstantin Batygin i Mike Brown. Według nich może być ona 5 razy większa od Ziemi. W przeciwieństwie do ostatnich obiektów Układu Słonecznego nie jest gazowym olbrzymem, ale planetą skalistą. Jej orbita miałaby być nachylona pod kątem 30°. Od Słońca byłaby oddalona o 380 – 400 au (jednostek astronomicznych), czyli o 57 mld km. Mimo tak wielkich rozmiarów nadal nie udało się potwierdzić istnienia dziewiątej planety. Tak jak wszystkie inne ma ona cechy, która bardzo mocno to utrudniają.

Czemu tak trudno ustalić istnienie dziewiątej planety?

Gdy czytasz ten tekst, pewnie zastanawiasz się, jak tak wielki obiekt mógłby się ukryć przed teleskopami astronomów. Co więcej, są oni przecież w stanie znaleźć ciała niebieskie położone nieporównywalnie dalej od Układu Słonecznego. Wyjaśnienie tej zagadki jest, co ciekawe, łatwe. Przyczynami problemów z odkrywaniem planet jest ich niewielka jak na standardy astronomii, jasność i masa. Aby to wyjaśnić, posłużę się przykładami obserwacji gwiazd i tego, czym wiele z nich staje się później, czyli czarnych dziur.

Jasność planet a jasność gwiazd

Jeśli napiszę, że gwiazdy można znaleźć we Wszechświecie, ponieważ świecą, będzie brzmiało to banalnie. Szkopuł w tym, że naprawdę o to chodzi. Dużą, świecącą kulę łatwiej jest znaleźć niż mały, ciemny obiekt. Gwiazdy i ich pozostałości emitują też promieniowanie. W ten sposób można odkryć choćby wygasłe już gwiazdy neutronowe. Co więcej, wiele z nich dalej wysyła promieniowanie świetlne. Dzięki temu w galaktyce można dostrzec pulsary. Jest też kategoria obiektów, które światła i promieniowania w ogóle nie emitują. Wręcz przeciwnie – wchłaniają je. Mam na myśli czarne dziury. W ich odkrywaniu pomaga druga cecha ciał niebieskich – masa.

Masa i oddziaływanie grawitacyjne

Ciężar nawet największych planet jest bowiem niczym w porównaniu do mas gwiazd i ich pozostałości. Duża waga, na dodatek niewiarygodnie skondensowana w nieskończenie małym punkcie, wpływa na równie wielkie oddziaływanie grawitacyjne. Dzięki temu naukowcy mogą odkrywać poszczególne obiekty, obserwując ich wpływ na inne ciała niebieskie. Najbardziej jaskrawym przykładem są właśnie czarne dziury. Zapadająca się pod ciężarem własnego jądra ogromna gwiazda pozostawia po sobie obiekt, który pochłania wszystko, co znajdzie się w zasięgu jego pola grawitacyjnego. Uciec przed nim nie może nawet światło. W rezultacie czarna dziura jest… czarna.

Jak więc znajduje się takie obiekty? Pomagają w tym m.in. obserwacje pochłanianego promieniowania świetlnego. W udowodnieniu ich obecności pomagają też niekiedy inne gwiazdy. Fragmenty ich materii są bowiem wsysane do wnętrza czarnej dziury. Ważne jest też to, że do zjawisk takich dochodzi dość często. To też pomaga odnaleźć czarne dziury.

Czy odkrycie Planety X jest w ogóle możliwe?

Powyższe przykłady ilustrują, dlaczego tak trudno znajdywać planety. Nawet największe z nich są niczym w porównaniu do gwiazd i ich pozostałości. Żadna planeta nie emituje promieniowania świetlnego. Hipotetyczna Planeta X byłaby też zbyt oddalona od Słońca, by świecić odbitym od niego światłem. Z kolei jej masa nie wystarczyłaby do tego, by oddziaływać grawitacyjnie na odległe od siebie obiekty. Do niego zresztą dochodziłoby prawdopodobnie jedynie co 27 mln lat, a więc podczas przechodzenia pomiędzy lub w najbliżej okolicy planetoid z Pasa Kuipera. Tak duży przedział czasu wyklucza jednak możliwość obserwacji na podstawie zmian zachowania otaczających dziewiątą planetę obiektów.

Czy dziewiąta planeta może jednak istnieć?

Przytoczona hipoteza wiążąca cykliczne wymierania z istnieniem Planety X jest jak najbardziej sensowna. Istnieje jednak kontrargument, którego nie sposób zignorować. Są nim odkrycia poczynione przez sondy Voyager 1 i 2. Obie już na początku lat 90. minęły Neptuna i poszybowały w najdalsze rejony Układu Słonecznego. W kolejnych latach minęły i Pas Kuipera, i heliopuazę, czyli granicę Układu Słonecznego. Mimo tego niczego nie znalazły.

Możliwe, że na trasie ich przelotu nie było obiektu w odległości obserwacyjnej. Możliwe też, że Planeta X po prostu nie istnieje, a za cykliczność wymierań odpowiada inne zjawisko. Nie mnie rozstrzygać, które wyjaśnienie jest tym właściwym. Osobiście skłaniam się jednak ku twierdzeniu, że żadnej planety za Pasem Kuipera nie ma. Są jednak ludzie, którzy myślą inaczej. O jej istnieniu są przekonani na tyle, że nie trafiają (i nie trafią) do nich żadne racjonalne argumenty.

Pseudonaukowe spekulacje na temat Planety X

Po poważnych rozważaniach pora na te niepoważne. Na koniec zostawiłem jedną z teorii spiskowych na temat Planety X. Według niej jest to Nibiru. Twierdził tak m.in. jeden z popularyzatorów paleoastronautyki, amerykański pisarz Zacharia Sitchin. Informacje o tej planecie można rzekomo wyczytać z inskrypcji sumeryjskich. Rzeczywiście, Nibiru pojawia się w nich. Mało tego, informują o tym też pisma innych cywilizacji z obszaru starożytnej Mezopotamii – akadyjskiej i babilońskiej. Problem w tym, że wówczas utożsamiano ją z Gwiazdą Polarną lub Jowiszem.

Dawni mieszkańcy Bliskiego Wschodu nie wspominali też nic a nic o tym, że Annunaki, czyli pierwsi bogowie, mieszkali na Nibiru. Sumerowie i ich następcy na tych terenach wcale też nie dostali wiedzy na temat Układu Słonecznego za jednym zamachem. Do wysokiego, jak na ówczesne czasy, poziomu astronomii, dochodzili przez wieki. Ich pojęcie o kosmosie nie było z resztą większe niż wiedza innych wysoko rozwiniętych ludów starożytnych. Było ono z resztą dość typowe dla tamtych czasów, ponieważ planety uważali za bogów. Nie sądzę, by zaawansowana technologicznie cywilizacja Annunaki z Nibiru przekazywała im takie bzdury. No, chyba że złośliwie.

Poszukiwania dziewiątej planety nie ustają. Potwierdzić jej istnienie chcą zarówno szanowani naukowcy, jak i zwolennicy teorii spiskowych. Jedni i drudzy wysuwają przy tym mniej lub bardziej sensowne argumenty. Czy jednak kiedykolwiek uda się odnaleźć Planetę X? Moim zdaniem raczej nie. Upór osób, które chcą tego dokonać, jest jednak niezwykły. Nawet jeśli jednak nigdy nie zostanie nagrodzony, to nic złego. Niewykluczone bowiem, że tak jak kiedyś badania najdalszych zakątków Układu Słonecznego doprowadziły do odkrycia Neptuna i Plutona, tak w przyszłości znów pomogą dowiedzieć się o Wszechświecie czegoś nowego. A ludzkość na tym tylko zyska, powiększając swój wciąż skromny zasób wiedzy na temat kosmosu.

15 / 100

Dodaj komentarz